Jak wybrnąć z tej patowej sytuacji?
Pytam się tutaj,bo już naprawdę nie potrafię znaleźć odpowiedzi.Nie mam pojęcia,co dalej zrobić ze swoim życiem i naprawdę mi z tym źle.Do rzeczy:
Rok temu zacząłem studia prywatne(lingwistyka stosowana),które przerwałem,nie zakończając nawet tego pierwszego roku...Próbuję sobie wmówić,że to ze względu na dość wysokie opłaty,ale prawda jest taka,że gdybym naprawdę chciał to studiować,to pieniądze pewnie znalazły by się.
Będąc już rok "do tyłu",złożyłem papiery na uczelnię publiczną i-tadam!-dostałem się.Po krótkiej euforii wywołanej tym faktem i kontaktem z nową rzeczywistością i nowymi ludźmi,zdaję sobie sprawę,że to znowu nie to...Jestem naprawdę zrozpaczony.Nie wiem,co dalej,czy ciągnąć ten cholerny kierunek i później go zmienić,czy zrobić go do końca i nie być z tym szczęśliwy,czy pójść do pracy.Nie wiem,nie wiem,nie wiem...
Nie mam wizji siebie w przyszłości,pozostaję nieokreślony,nie
wiem,czego chcę od życia,zupełnie nie wiem co dalej,jak sobie z tym
poradzić.
Nie mam się do kogo zwrócić o pomoc-moja matka stwierdziła
ostatnio,że to z powodu braku bierzmowania;na nią raczej nie mogę
liczyć.
Próbowałem pozbierać się,ale to działa tylko na krótką metę.Ciężko
mi tak żyć,bez celu...
Tak już jestem skonstruowany,że nie potrafię robić czegoś,czego nie lubię,a w tym właśnie problem,że chyba nawet nie wiem,czego naprawdę chcę...
Odpowiedzi
Ehh, trzy fundamentalne fakty:
- Przyszłość jest nieistotna, jeżeli nie da się jej
przewidzieć.
- Życie się i tak skończy, więc warto dokonać wyboru zgodnie z
sumieniem(0% referencji).
- W jakim celu studiujesz? Bierz kierunek, który Cię interesuje i
jedziesz.
Osobiście mam bardzo podobną sytuację, ale z tą różnicą, że mam
wspaniałe studia i nie mogę narzekać, ale ciągnąłem(ciągnę?)
jeszcze jedną ścieżke edukacji. Wiem, że bez względu na wszystko,
pracę i tak się znajdzie, jeżeli się jej na prawdę będzie chciało
(bez względu na skończony kierunek). To oczywiście wymagające, ale
zakładamy że chcemy tak?
Sprawa jest banalna: Idź na ciekawe studia, a jeżeli oferta
edukacji nie obejmuje Twoich zainteresowań - idź, i realizuj je
inaczej.
Możesz oczywiście zwrócić się do super-fajnego boga, który z
pewnością wysłucha i nie będzie robił wymówek, ale od niego sałaty
nie dostaniesz. Sałata krótko mówiąc jest smaczna, a bóg jest
głodny. Bardziej już opłąca się utrzymywać papużkę i w nią wierzyć
- wyjdzie taniej i bez skutków ubocznych dla psychiki.
Nie słuchaj matki, bo wyrośniesz na ucho! Musisz sam zdecydować,
sam wykonać i sam zbierać plony. Bez względu na wszystko to lepsze
rozwiązanie, ba! To strategia wygrywająca!
To tyle, wszystko jest wyżej zawarte, jeżeli potrzebujesz więcej
wsparcia w sensie psychicznym - najlepiej, jak zdasz sobie sprawę,
że nie potrzebujesz i zabierzesz się od razu do konkretnych
działań.
Wspomnij, że nawet jeżeli po interesującym kierunku nie dostaniesz
pracy to będziesz miał co zgłębiać na starość. Są różne możliwości
realizowania się w różnych dziedzinach. Generalnie warto postawić
na swoją kartę i wyrobić się na odpowiednim poziomie - jeżeli się
nie poszczęści, trudno. I tak życie się wkrótce skończy.
Mój kuzyn też nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Przeskakiwał z jednej uczelni na drugą, a w końcu zarzucił kotwicę w seminarium. Dzisiaj jest na trzecim roku, a dwa tygodnie temu byłam świadkiem odebrania przez niego sutanny...
Trzeba zacząć od pomysłu zmiany stylu życia, wychodź z domu, poznawaj nowych ludzi, wyjedź gdzieś, żyj aktywnie, sprobuj sie czyms zainteresowac... to wszystko, całe środwisko pomoze ci znaleźć sie w życiu, środowisko podpowie ci co chcesz robić. Ważne jest tez zeby rozmawiał z wieloma ludźmi, bo sądze ze tego nie robisz albo rzadko, sam napisałes ze nie masz z kim o tym pogadać. Problemy życiowe tez pomagaja pomyslec nad własnym zyciem, przemyśl to sobie na spokojnie, bądź sobą, nie rob tego czego nie lubisz. Dowiedz sie jaki zawod jest opłacalny, co chcesz robic w przyszłości, mozesz iśc na studium 2-letnie. Życze powodzenia:)
@Voinu szczerze to zazdroszczę Ci takich problemów! POWODZENIA!
Zacznij od doradcy zawodowego - są w każdym urzędzie pracy. Wypełnisz ankietę i on podpowie Ci co dla Ciebie może być dobrym zajęciem, skoro sam nie umiesz sobie poradzić. Kończyć studia dla samego kończenia to bez sensu. Ja w podstawówce wiedziałem co chciałbym robić w życiu, i jestem już krok od realizacji tego zamierzenia :)
Wiesz co, ja mam ten sam problem, ale nie ze studiami, a z pracą, już któryś raz odkrywam, że to nie to i nie wiem co dalej. Faktycznie niezłym pomysłem jest doradca zawodowy. Ja zastosowałam też inną metodę - klasyczną. Wzięłam kartkę i ołówek i zapisałam co lubię robić, czym się interesuję i w czym jestem dobra. Wyodrębniłam sobie kilka kierunków, w których chciałabym iść. Co prawda życie rzuciło mnie gdzie indziej, ale powalczę jeszcze o swoje. I Tobie też doradzam. Nie sądzę by dobrym pomysłem było studiowanie czegoś, co Cię nie interesuje. Ale zamiast na chybił trafił wybierać kolejne studia poważnie się zastanów co lubisz, co sprawia Ci przyjemność, co chciałbyś robić w życiu. Później pozostanie już tylko dopasować studia. Powodzenia!
On czyli Bóg jest winnym krzewem, a my latoroślami. Jeśli latorośl oderwie się od winnego krzewu usycha, choć przez chwilę wydaje jej się, że jest wolna i może pofrunąć dokąd zechce. "Nie słuchaj swojej matki" - czy to dobra podpowiedź? "Nie słuchaj swojej matki" - czy godzi się tak powiedzieć? "Nie słuchaj swojej matki, bo wyrośniesz na ucho" - Hmm(...)!!! Myślisz, że w logice znajdziesz rozwiązanie? - no to myśl i działaj! A jak Ci nic nie wyjdzie, przypomnij sobie przypowieść o synu marnotrawnym i sprobój tędy. Nie chodzi też o mechaniczne przyjęcie sakramentu bierzmowania, chodzi pełne zaproszenie Boga do Twojego życia. Bo jeśli Bóg nie tchnie w Ciebie Ducha ożywczego, to na żadnych studiach się nie odnajdziesz, żadna praca nie będzie Ci odpowiadać. Może idź na jakąś pielgrzymkę, nawet gdy początkowo będziesz się krępował lub nie widział w tym sensu, albo dołącz do jakiejś oazy. Musisz uzdrowić swego ducha, a gdy Ci się to uda zobaczysz, że życie to wspaniała symfonia, że mądrość czerpie się przede wszystkim z modlitwy, z ciszy, z kontemplacji.
Zastanów się czego naprawdę Ty chcesz. Pomiń opinię
przyjaciół, rodziny. Co Cię pasjonuje? O ile się nie mylę to
wypisałeś w jednym pytaniu parę wymarzonych kierunków. Co z nimi?
Już nieaktualne? W czym jesteś dobry? Wykonywanie czego sprawa Ci
przyjemność, satysfakcję?
Dalej nie wiesz w jakim zawodzie byłbyś najlepszy? Może warto
trochę poszperać w internecie, poczytać. Możesz się także udać do
doradztwa zawodowego. Może Ci pomoże. Ja po wyjściu stamtąd
wiedziałam tyle samo co przed wejściem.
Na razie proponowałabym nie przerywać obecnych studiów. Sama miałam
kiedyś taki pomysł. To jeszcze zdążysz zrobić.
Oooooch! Anonimie! Duch tchnął we mnie boga ożywczego! Teraz
rozumiem świat i żadna praca mnie nie hańbi! W pełni rozproszony
bóg niejako ekstensyfikuje swe działania, gdyż literalnie wszystko,
wszystko wszyściusieńko - jest dla mnie cudeńko! Oto z modlitwy i
kątem plucia, oraz gumy malinowej żucia; oto z otchłani piekiejnych
litanii; oto z nad ramienia Pana Boga - nadchodzi trwoga! Oto
groźbą rzuca jednonarodzony, któremu ojcem nie jest mąż swej żony;
oto w miejsce szczęścia nadchodzi pustka! Gdyż jezusowi nie oddał
życia któśtam - bzdura! Bzdura i strachy dobre dla dzieci! I dla
podsłowiańskiej gawiedzi; oto próżnia była i jest, a wasz bożek
zniknął gdzieś! A ty anonim bronisz INTERESÓW nie swoich, i tylko
się narażasz tym, którzy znają słowo prawdy, którego Ty nie miałeś
odwagi zerwać z drzewa poznania prawdy i nieistnienia duchów, które
to drzewko rozkoszne mija każdy człowieczek w wieku lat 5-ciu, lub
15 - rzadko 50-ciu.
Reasumując: Zachowaj te śmieszne, łańcuszkowe groźby i dyrdymały
dla siebie.
Pamiętam, wiatru w życie dostałem właśnie wtedy tak naprawdę,
gdy spojrzałem w stronę Boga. Dziwne a jednak prawdziwe, zwłaszcza
w mojej sytuacji, zwłaszcza jeśli podpytać moich znajomych.
Zacząłem lepiej widzieć całą wizję życia no i napędu dostałem na
to, można by powiedzieć nie wiadomo skąd.
Co do studiów, to praktycznie wg. mnie mały procent ludzi tak
naprawdę wie, to co powinno studiować. Przyczyna kiepskie poznanie
siebie, a takie przychodzi nieco później w życiu. Dlatego trzeba
trochę zaufać instynktowi, albo jakiemuś duchowi, itp. Jednym
słowem, wziąć studia jakie lecą i **SKOŃCZYĆ** je. Później jeśli
dalej w życiu różnie się poukłada, to przynajmniej na tyle siebie
będziesz już znał, że łatwiej znajdziesz coś dla siebie.
Podpowiedź ode mnie, może jest jeszcze taka, że powinieneś wziąć
jakieś humanistyczne kierunki, gdzie Twoja myśl miała by jakieś
szanse lepszego odnalezienia się, a przecież o to Ci chodzi, no
nie. No i wydaje mi się, że w tym kierunku przejawiasz
inklinację.
PS. Pozdrowienia od... niestety uwięzionej.:(
Sam nie wiesz czego chcesz, zbyt dobrze to znam.
Jestem jednak w o tyle lepszej(a może gorszej, szczerze to mnie
przyszłość przeraża)sytuacji że dopiero nieśmiało planuję co ze
sobą zrobić po maturze.
Może jednak skończ co zacząłeś, miej te studia zrobione, żyj z dnia
na dzień nie myśląc za dużo o przyszłości.
Osobiście odradzam Ci drogę duchowieństwa:]
A jak je już skończysz(studia) i do tej pory, dalej los będzie Cię
trzymał w niepewności i sprzecznych uczuciach.
Może, może spróbuj kariery wojskowego...może boisz się(jak ja) o
sobie decydować, już wojsku zdecydują za Ciebie...pomyśl leżysz na
pryczy, w perspektywie kilkugodzinny odpoczynek po ćwiczeniach i
tak co dzień masz mnóstwo czasu, a nuż Cię natchnie - co ze sobą
zrobić.
Taka terapia szokowa, może potrzebujesz kopa by się wziąć w garść i
sam w końcu dostrzeżesz dwie drogi: dalsze taplanie się w błotku
jako zawodowy żołnierz czy jako zahartowany rezerwowy podejmujesz
nowe wyzwanie:)
Aha to jest właściwie taka moja auto projekcja, jeśli sam nie będę
miał pomysłu na życie:/ co oczywiste taka wizja nie musi pasować do
Ciebie...
Życzę mądrego wyboru i zadowolenia z podjętej decyzji:)
Piszesz, że masz problem w wyborze studiów - dobrze to jestem w
stanie zrozumieć. Jednak wydaje mi się, że problem nie leży w
wyborze kierunku studiów, tylko w samym fakcie studiowania (Czy aby
na pewno chcesz studiować?). Ja wychodzę z założenia że studia nie
są dla każdego!
Masz jeszcze wiele innych możliwości o których tutaj nikt nie pisze
np. szkoły policealne, kursy których jest cała masa - do wyboru do
koloru.
W dzisiejszych czasach, gdy szukasz pracy nie jest już tak istotny
papierek, a Twoje umiejętności; toteż zastanów się czy czasem nie
lepiej skorzystać z pewnej alternatywy.
Powodzenia w podjęciu słusznej decyzji :)
matka stwierdziła ostatnio,że to z powodu braku bierzmowania hahahhahahhahahahahhaaha
doradzam psychologa - to naprawde nie boli a ci ludzie ksztalcili sie dlugie lata wlasnie aby pomagac ludziom w rozterkach glowy.Nic nie piszesz o ojcu wiec moze problemu szukaj w zwiazkach rodzinnych -po prostu masz problem natury psychicznej -to nic zlego nie jestes maszyna a ludzka psychika to potrafi platac figle pozdrawiam
znajdź sobie babę co będzie decydowała za Ciebie tylko weź z nią od razu ślub abyś nie mógł jej zmienić jak uczelni. A jak jesteś gejem to emigracja do Holandii może być pomocna. A tak poważnie to nie koncentruj sie na swoim nosie
nie dziwie sie ze nie mozesz liczyc na matkę xD
Dlaczego pytasz: jak wybrnąć z patowej sytuacji? Nie widzę tu żadnej beznadziejnej sytuacji, a tylko powszechne pytanie: jak żyć? Parę odpowiedzi dostałeś (nie tylko ty), ale widać, że to zawsze jest niewystarczające.

















